Na początku szło idealnie, żadnych napadów NIC. Od jakichś 2 tygodni nie mogę się utrzymać... 2-3 dni się uda i później spieprzę, a cały czas sobie obiecuje, że dam radę... Czasami te ż już tak mi się tego nie chce, że odpuszczam sobie z góry na kilka dni... Albo cały dzień jest OK, a wieczorem zjebię po całości... :/ Straciłam chyba całą motywację... Nie wiem czemu. Wcześniej chyba moim głównym motywatorem był on.. Chciałam, żeby wrócił, żeby zobaczył co stracił.. Później już przegiął, bolało jak chyba jeszcze nigdy nic, ale nie długo i przestało mi na nim zależeć no to musiał wrócić jak zawsze zresztą. Niby między nami jest teraz OK, a ja mam to co chciałam to nie mogę mu tego zapomnieć, ale zależy mi na nim. I chyba przez to cały czas bym wpierdalała, mam już dość siebie i tego wszystkiego. Czemu ja nie mogę być jedną z tych zajebistych lasek, które żrą wszystko co chcą, a wyglądają zajebiście, mają ładne buźki i wgl?
Dzisiaj jak na razie idzie OK, wczoraj niby też, ale wieczorem zjebałam po całości, boję się wejść nawet na wagę. Chociaż nie przytyłam raczej bo i tak jest dwa udane/dwa zjebane i cały czas Senefol więc waga mi w sumie stoi... Ale brzuch nie, jest wyraźnie większy. Nie mogę się doczekać wakacji nie będę chodzić do szkoły zbytnio wychodzić z domu, bo za gorąco więc sklepy nie będą kusić... Nie będzie trzeba wyjebywać kasy na kosmetyki więc będę miała więcej na tabletki... I może wreszcie otworzą moją aptekę? Bo przejebane jest jeździć prawie 15km do najbliższej...
Zrobiłam sobie cele i z dokładną datą, ale późnij trochę zmieniłam, bo ostatnie 2 tygodnie nic nie dały, ale i tak powinnam dojść do najniższej prawidłowej wagi dla mojego wzrostu do końca lipca.
TYLKO MUSZĘ WRESZCIE PRZESTAĆ SPIERDALAĆ!!!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz