poniedziałek, 17 sierpnia 2015

...

 Po paru latach tej jebanej depresji, było tak źle... że mi przeszło :"D Wcześniej bałam się, że stracę to co dla mnie najważniejsze, no i tak po kolei traciłam, aż nie zostało nic. Więc przestałam się bać ;) Jest lepiej? Nie wiem. Ciężko powiedzieć. Co z tego, że już prawie nigdy nie czuję, tego lęku, bólu? Skoro ja już prawie nic nie czuję. Jestem, ale nie wiem po co. Myśli/próby samobójcze? Kiedyś bezustannie, teraz prawie nigdy. Najchętniej nie robiłabym nic. Nie mam siły. Ochoty. Powodu. Ludzie? Większości płytcy pozerzy, mający niemal napisane na czole "MAM WYJEBANE" a tak serio robią wszystko, żeby mieć taką, a nie inną opinie. Ci którzy wydają się coś warci, są tylko piękną iluzją przynoszącą rozczarowanie...

Czemu?

  Czemu za każdym razem kiedy coś zaczyna mi się układać ta psychopatka musi to rozpierdolić?  Zastanawiam się kim ja kurwa byłam w poprzednim życiu, że teraz mam to co mam?  Dlaczego ja musiałam przejść, przez niemal wszystkie możliwe trudności? I dlaczego ja nigdy nie miałam wsparcia?  Czemu nikt z mojej jakże inteligentnej, szanowanej, wykształconej rodzinki udaje, że tego nie widzi? Tak, udaje, bo często słyszałam niby przypadkowo to co jest dla mnie i nie tylko oczywiste? Mianowicie to, że moja matka jest chora. Nie to, że od teraz, tylko już od dawna. Jako nastolatka i to jeszcze młoda, a może i dziecko już to miała. Widziało to bardzo dużo osób. Jednak nikt nie zareagował. Bo co? Psychopatka w rodzinie? Nie, nie na pewno nie w naszej rodzinie. Spoko, nie leczyli jej kiedy była trzeba, no bo choroby psychiczne to nie choroby. Taa...
   Okay olaliście to no wasz wybór, wasze sumienie i w sumie teraz Szanowni dziadkowie macie tego skutki, no nie? Prawie 40 letnia, zbuntowana nastolatka. Tyle, że z dowodem i talentem do mydlenia oczu.  Wasz błąd no i macie skutek... TYLKO KURWA DLACZEGO pozwoliliście jej zniszczyć życie w sumie dwóm osobom? Mojemu ojcu, no który był na tyle tępy, że dawał się manipulować no i mi... Czytam często o samobójstwach nastolatków, nie znałam ich osobiście, ale zazwyczaj tam w opisach były jakieś fotki itp. Samobójstwo przez gnębienie rówieśników, przez porzucenie przez chłopaka itp... Tylko dlaczego ja od musiałam się wychowywać z psychopatką, która w ogóle nie była wstanie być matką? Która w ogóle nie była odpowiedzialna? I dlaczego JA musiałam zostać w tym sama? Dlaczego kurwa ja, która niby inteligentna, i wcześniej uśmiechnięta, łatwo nawiązująca kontakty musiałam przejść przez to co przeszłam? Sama. Albo nie jeszcze z różnymi komplikacjami z waszej kurwa strony. Wpadłam w deprechę mając 11 lat, fajnie nie? A najlepsze jest to, że większość z was wiedziała co się ze mną dzieje. Że nie daję sobie rady i mając 11 lat zaczynam próbować ze sobą skończyć. Że nie mam w nikim wsparcia. Jestem tą złą? Tylko dlaczego JA nie przypominam sobie, żebym kogoś celowo skrzywdziła? Raczej zawsze wybaczałam, dawałam drugą szansę i nie żaliłam się, bo nie chciałam być słaba... Wszyscy mnie zostawiliście, było chujowo; chlałam, cięłam się, nie dawałam sobie rady... Karmiąc się nadzieję, że będzie lepiej... Bywało lepiej, bywało gorzej. Dawałam radę, bo wiedziałam, że muszę być silna. Że jestem... Ułożyło się coś? No to ktoś musiał to zjebać i wszystko pogorszyć. No bo i jakby inaczej. Przecież trzeba zobaczyć ile jestem w stanie znieść... No i polepszało się, ale moja mamusia musiała to spiepszyć. No bo jak ja mogę utrzymywać kontakt z ojcem i jego rodziną? Jak ja mogę mieć znajomych i chcieć z nimi spędzać czas? Pojebało mnie chyba... Przecież ja mam być wpatrzona w mamusię manipulantkę i siedzieć w domu. Chuj z tym, że w domu chlałam i się cięłam, ważne, że w domu, w dodatku  w stresie, czy dziadziuś z chlania nie wróci przypadkiem w złym nastroju i nie będzie trzeba w środku nocy wypierdalać... Taa... W szkole wszyscy (moja klasa i kilka starszych) kontra ja. A ci którzy nie mieli nic do mnie bali się do mnie odezwać, żeby nie mieć tego samego... Dałam radę? Dałam. Nie przestałam być sobą, nie zfrajerzyłam. Udało mi się mieć pozycję jaką chciałam, no prawie.  Towarzysko też miałam dobre możliwości, ale chuj, mam siedzieć w domu... Taaa... No i bywało gorzej; dostawałam to co chciałam, przyzwyczaiłam się, było mi z tym dobrze = traciłam.  Najczęściej z pomocą mamusi... Taa... I znowu sama musiałam sobie z tym radzić. Nie skarżyć się i wspierać osoby, których życie było dla mnie jak marzenie, no ale chuj nie będę oceniać, bo nie każdy ma taki charakter jak ja... Co z tego, że cały czas słyszę, że mam poglądy osoby sporo starszej o de mnie no i będącej typem filozofa... Co z tego, że mam duuuże możliwości w prawie każdej dziedzinie, że wywalczyłam sobie taką opinię jaką chciałam i co z tego, że mam zajebistych znajomych, z którymi nawet nie marzyłam, że będę mieć takie relację... Co z tego, że sama wyszłam z dość mocnej deprechy, bez ŻADNEJ pomocy. Co z tego, że cały czas pozostałam wierna sobie i nie żałuję niemal żadnej swojej decyzji, pomijając zaufanie i dawanie drugiej szansy ludziom którzy na to nie zasłużyli. Co z tego, że tyle ludzi jest pod względem mojej dojrzałości psychicznej, skoro nie mam tego pierdolonego dowodu. I moja mamusia psychopatka, jeśli ja pójdę z psem na spacer, odwiedzę ojca, dziadków z jego strony, czy wyjdę ze znajomymi to dzwoni na psy, albo na psychiatryk. Zniszczyła życie swoje, zniszczyła  życie mojego ojca, i moje. Dlaczego kurwa ja nie mogę normalnie żyć? Nie chodzi mi o idealną rodzinę, pieniądze, wygląd, pomoc w czymś czy coś. Tylko i wyłącznie o to, żeby móc się spotykać ze znajomymi i nie mówię tu o cało nocnym chlaniu, imprezach czy coś. Nie wiem jeśli los testuję, ile ja jeszcze mogę, to ja już mówię, że nie mogę Nie daje rady, ale kurwa ja nie chcę tego zrobić. Ja nie chcę ze sobą kończyć, ale ja już dłużej nie mogę. Po prostu... Mam dość. Szkoda mi tego co może być przede mną, szkoda mi moich planów, wolności. Zajebiście boli mnie to, że nie wiem jak to jest być kochaną, że nie jestem i nie byłam nigdy dla kogoś naprawdę ważna. Dużo osób mi mówi, ze chciałoby być jak ja... Silny charakter, gadane, inteligencja, styl, odwaga... Ale nie wiem, kto z nich by wytrzymał będąc mną? Czy te osoby, którym niemalże udało mnie się złamać wytrzymały by kilka dni będąc mną? Nie mówię, że mam najgorzej, bo wiem, że nie... Ale mówię, że nie dam rady, nie mam tu tak naprawdę żadnej trzymającej mnie rzeczy.   Mam tylko szczerą nadzieję, że jest jakaś sprawiedliwość, i że ci którzy mnie zabili, to odczują, bo na sumieniu mnie mieć będą. Szkoda mi zajebiście, że tak, a nie inaczej, ale mam nadzieję, że to co się stanie otworzy ludziom oczy i komuś jednak będzie szkoda, tego co zrobił, albo czego nie zrobił. Że jednak kiedy mnie nie będzie, bo ja już być nie mogę, to może ktoś zda sobie sprawę, jak to wszytko wyglądało na prawdę, a nie z boku... I jeśli tu nie może być dla mnie lepiej, to tam nie będzie chociaż gorzej,  pomimo, że to skończy się tak jak się skończy...    Mam  nadzieję, że ludzie którzy od lat próbowali mnie do tego doprowadzić będą mieć satysfakcję. TAK KURWA NIE MOGĘ JUŻ WYGRALIŚCIE!!!

czwartek, 28 maja 2015

SZOK!!!

   Dzisiaj byłam trochę na mieście i jak szłam przez przejście to widziałam taką jedną babkę koło 30, jestem prawie pewna, ze była anorektyczką, ale taką serio 100%. WYGLĄDAŁA STRASZNIE!!! Cała twarz pomarszczona, jak jakieś Zombie!? Duże oczy i takie dziwnie puste, była strasznie chuda i jak dzisiaj jest ciepło, to ona była w jakiejś zimowej kurtce. BYŁA MASAKRYCZNIE CHUDA!!!  Szczerze na żywo to jeszcze czegoś takiego nie widziałam... Chcę by chuda, ale nie chcę skończyć jak ona i chyba przez to dzisiaj sobie odpuściłam...
  Wyglądała jak ta, tylko inaczej ubrana i w kapturze, a no i miała duużo zmarszczek MASAKRA!!!

poniedziałek, 25 maja 2015

WTF?!

   Na początku szło idealnie, żadnych napadów NIC. Od jakichś 2 tygodni nie mogę się utrzymać... 2-3 dni się uda i później spieprzę, a cały czas sobie obiecuje, że dam radę... Czasami te ż już tak mi się tego nie chce, że odpuszczam sobie z góry na kilka dni... Albo cały dzień jest OK, a wieczorem zjebię po całości... :/ Straciłam chyba całą motywację... Nie wiem czemu. Wcześniej chyba moim głównym motywatorem był on.. Chciałam, żeby wrócił, żeby zobaczył co stracił.. Później już przegiął, bolało jak chyba jeszcze nigdy nic, ale nie długo i przestało mi na nim zależeć no to musiał wrócić jak zawsze zresztą. Niby między nami jest teraz OK, a ja mam to co chciałam to nie mogę mu tego zapomnieć, ale zależy mi na nim. I chyba przez to cały czas  bym wpierdalała, mam już dość siebie i tego wszystkiego. Czemu ja nie mogę być jedną z tych zajebistych lasek, które żrą wszystko co chcą, a wyglądają zajebiście, mają ładne buźki i wgl?
  Dzisiaj jak na razie idzie OK, wczoraj niby też, ale wieczorem zjebałam po całości, boję się wejść nawet na wagę. Chociaż nie przytyłam raczej bo i tak jest dwa udane/dwa zjebane i cały czas Senefol więc waga mi w sumie stoi... Ale brzuch nie, jest wyraźnie większy. Nie mogę się doczekać wakacji nie będę chodzić do szkoły  zbytnio wychodzić z domu, bo za gorąco więc sklepy nie będą kusić... Nie będzie trzeba wyjebywać kasy na kosmetyki więc będę miała więcej na tabletki...  I może wreszcie otworzą moją aptekę? Bo przejebane jest jeździć prawie 15km do najbliższej...
 Zrobiłam sobie cele i z dokładną datą, ale późnij trochę zmieniłam, bo ostatnie 2 tygodnie nic nie dały, ale i tak powinnam dojść do najniższej prawidłowej wagi dla mojego wzrostu do końca lipca.
                 TYLKO MUSZĘ WRESZCIE PRZESTAĆ SPIERDALAĆ!!!


sobota, 9 maja 2015

Jest dobrze

  Od 18.04 kiedy zaczęłam na nowo idzie mi w miarę dobrze, chociaż miałam parę gorszych dni pod koniec kwietnia, ale od maja poszłam po rozum do głowy i teraz nie jadę na wiecznej głodówce tylko jem, a raczej piję raz dziennie jakąś zupę. Tylko taką prawdziwą, nie jakiś tam instant. Wczoraj tylko dałam sobie luz, bo były u mnie na chacie imieniny i wiedziałam, że będzie mi ciężko nie jeść i od razu humor mi się meega popsuje, może nawet znowu będzie żyletka.. Ale dzisiaj to nadrobiłam głodówką, a jutro się jeszcze zobaczy ;)) Ogólnie jest dobrze, bo sama widzę efekty zarówno po sobie jak i na wadzę =D Sporo osób też mi mówi, że schudłam i w ogóle wyładniałam i jakoś mi samoocena poszła w górę. Na głodówkach cały czas myślałam o jedzeniu i byłam raczej zdołowana, a teraz jest OK ;D I nawet już Cola Zero mi jakoś nie jest potrzeba, ale za to piję więcej kawy... Ale też nie jakoś strasznie dużo, bo dwa kubki dziennie to chyba nie tak źle? Przeszło mi jakoś z NIM i od razu wszystko wydaję się lepsze, łatwiejsze... Ostatnio zauważyłam, że prawie wszystko zmieniam, to raczej przez Niego, ale na dobre mi to wychodzi :))  



sobota, 18 kwietnia 2015

Nareszcie!

  2 tygodnie bez diety - MASAKRA! Ale od wczoraj znowu jestem :D Wczoraj 3 grapefruity, woda i Figura1. Od dzisiaj moja kochana głodóweczka <33 Chociaż nie powinnam teraz, bo biorę antybiotyk :/ Tak się tydzień temu zabalowało, że trzeba było kolano zszywać^^ Ale warto było =D
 Wróciło mi wszystko co schudłam, przez marzec :/  No, ale nie dziwie się w ogóle; święta i urodziny - jadłam wszystko co chciałam i ile chciałam... Ehh najwięcej to chyba ciast...
   Cieszę się, że już teraz dłuugo nie będzie żadnych "trudnych dat" i mogę wrócić :D Ale, przez to kolano nie bd mogła ćwiczyć; tylko brzuszki chyba z tego co normalnie robię :'(
 I nie wiem co teraz, bo wzięłam rano kilka Senefoli, ale nie działa :/ Chociaż nie brałam go od końca marca... WTF!?


niedziela, 29 marca 2015

O udupienie totalne...

  Nie wiem co to wczoraj było, ale wieczorem jak zawsze miałam miliony myśli na temat jedzenia w święta... W końcu doszłam do wniosku, że od disiaj sobie dam spokój na jakiś czas, ale nie mogłam spać, Przez kilka godzin, chyba do 4... Siedziałam na fb i przeglądałam jakieś blogi o gotowaniu, później na yt oglądałam jak gotują... WTF?! Miałam wręcz wrażenie, że żołądek przykleił mi się do kręgosłupa...Na samą myśl o wodzie chciało mi się rzygać, w końcu uznałam, że napiję się Coli Zero, ale musiałam po nią pójść, nie mogłam utrzymać się na nogach... MASAKRA JAKAŚ!!!
  Dzisiaj porażka; żarłam chyba wszystko... Kanapki - chyba 2, ciasto, jajecznicę, obiad, kilka ciastek, owoce, zupkę chińską. Ehh dupa! Nie wiem jak ja jutro wyjdę z domu, mój brzuch, który już był w miarę wygląda masakrycznie!!! A muszę wyjść, bo zostały mi tylko 2 szlugi, a bez nich nie przeżyję kilku godzin. Pomimo, że wzięłam kilkanaście Senefoli to jest źle, mega źle!!!
  I nie wiem kompletnie co będzie jutro; znowu wpierdalanie, czy głodówka? To mnie chyba nie długo wykończy, ta nieustanna wojna ze samą sobą, jak nie jem to jest ok, ale chce mi się jeść, jak jem to wstydzę się wyjść z domu, a nawet rozebrać, żeby pójść pod prysznic. Poza tym jak nie jem to za nim nie tęsknie, bo myślę o jedzeniu i wyglądzie, a jak jem to on znowu jest w każdej mojej myśli. Muszę schudnąć dla samej siebie, ale i po to, żeby zobaczył co stracił. Nie rozumiem w ogóle tego co on ze mną zrobił, zazwyczaj leciałam na jakiś sławnych gości, z boskim wyglądem dużych i mega męskich, a on? Zwykła przewrażliwiona pizda, dla której jestem kompletnie nikim... Wszystko chce we mnie zmienić, a i tak mu na mnie nie zależy, dzisiaj jest, jutro go nie ma i tak ciągle. Nigdy nikt tyle dla mnie nie znaczył, nigdy nikomu tak nie ulegałam, nigdy nikomu nie pozwalałam tak się poniżać, a on nawet nie wygląda tak jakbym chciała, a o charakterze już w ogóle nie wspominając...
  I znowu mam ochotę pić, nw chyba jutro pójdę się zaopatrzyć, bo mam mało już, ale stoi od dawna... Tylko nw, jak to niby ma wyglądać, bo moja starsza jest teraz na chacie prawie cały czas do jakiejś środy, a szlugi już w miarę przebolała, ale z piciem ma problem. I kolejna rzecz, która już była przeszłością to żyletka... Ostatnio coraz częściej do nie wracam, i to z błahych powodów, a ostatnio pocięłam się nożem przy babci, bo ta powiedziała, że nie dokręciłam kranu?! Mam dość tego wszystkiego, szkoły, rodziny, diety, siebie, życia, uczuć... Chcę jakąś przerwę, nie wiem jak doczekam wakacji... Chcę zostać sama ze swoimi myślami na jakiś czas, tylko jak mi gdzie?