poniedziałek, 17 sierpnia 2015

...

 Po paru latach tej jebanej depresji, było tak źle... że mi przeszło :"D Wcześniej bałam się, że stracę to co dla mnie najważniejsze, no i tak po kolei traciłam, aż nie zostało nic. Więc przestałam się bać ;) Jest lepiej? Nie wiem. Ciężko powiedzieć. Co z tego, że już prawie nigdy nie czuję, tego lęku, bólu? Skoro ja już prawie nic nie czuję. Jestem, ale nie wiem po co. Myśli/próby samobójcze? Kiedyś bezustannie, teraz prawie nigdy. Najchętniej nie robiłabym nic. Nie mam siły. Ochoty. Powodu. Ludzie? Większości płytcy pozerzy, mający niemal napisane na czole "MAM WYJEBANE" a tak serio robią wszystko, żeby mieć taką, a nie inną opinie. Ci którzy wydają się coś warci, są tylko piękną iluzją przynoszącą rozczarowanie...

Czemu?

  Czemu za każdym razem kiedy coś zaczyna mi się układać ta psychopatka musi to rozpierdolić?  Zastanawiam się kim ja kurwa byłam w poprzednim życiu, że teraz mam to co mam?  Dlaczego ja musiałam przejść, przez niemal wszystkie możliwe trudności? I dlaczego ja nigdy nie miałam wsparcia?  Czemu nikt z mojej jakże inteligentnej, szanowanej, wykształconej rodzinki udaje, że tego nie widzi? Tak, udaje, bo często słyszałam niby przypadkowo to co jest dla mnie i nie tylko oczywiste? Mianowicie to, że moja matka jest chora. Nie to, że od teraz, tylko już od dawna. Jako nastolatka i to jeszcze młoda, a może i dziecko już to miała. Widziało to bardzo dużo osób. Jednak nikt nie zareagował. Bo co? Psychopatka w rodzinie? Nie, nie na pewno nie w naszej rodzinie. Spoko, nie leczyli jej kiedy była trzeba, no bo choroby psychiczne to nie choroby. Taa...
   Okay olaliście to no wasz wybór, wasze sumienie i w sumie teraz Szanowni dziadkowie macie tego skutki, no nie? Prawie 40 letnia, zbuntowana nastolatka. Tyle, że z dowodem i talentem do mydlenia oczu.  Wasz błąd no i macie skutek... TYLKO KURWA DLACZEGO pozwoliliście jej zniszczyć życie w sumie dwóm osobom? Mojemu ojcu, no który był na tyle tępy, że dawał się manipulować no i mi... Czytam często o samobójstwach nastolatków, nie znałam ich osobiście, ale zazwyczaj tam w opisach były jakieś fotki itp. Samobójstwo przez gnębienie rówieśników, przez porzucenie przez chłopaka itp... Tylko dlaczego ja od musiałam się wychowywać z psychopatką, która w ogóle nie była wstanie być matką? Która w ogóle nie była odpowiedzialna? I dlaczego JA musiałam zostać w tym sama? Dlaczego kurwa ja, która niby inteligentna, i wcześniej uśmiechnięta, łatwo nawiązująca kontakty musiałam przejść przez to co przeszłam? Sama. Albo nie jeszcze z różnymi komplikacjami z waszej kurwa strony. Wpadłam w deprechę mając 11 lat, fajnie nie? A najlepsze jest to, że większość z was wiedziała co się ze mną dzieje. Że nie daję sobie rady i mając 11 lat zaczynam próbować ze sobą skończyć. Że nie mam w nikim wsparcia. Jestem tą złą? Tylko dlaczego JA nie przypominam sobie, żebym kogoś celowo skrzywdziła? Raczej zawsze wybaczałam, dawałam drugą szansę i nie żaliłam się, bo nie chciałam być słaba... Wszyscy mnie zostawiliście, było chujowo; chlałam, cięłam się, nie dawałam sobie rady... Karmiąc się nadzieję, że będzie lepiej... Bywało lepiej, bywało gorzej. Dawałam radę, bo wiedziałam, że muszę być silna. Że jestem... Ułożyło się coś? No to ktoś musiał to zjebać i wszystko pogorszyć. No bo i jakby inaczej. Przecież trzeba zobaczyć ile jestem w stanie znieść... No i polepszało się, ale moja mamusia musiała to spiepszyć. No bo jak ja mogę utrzymywać kontakt z ojcem i jego rodziną? Jak ja mogę mieć znajomych i chcieć z nimi spędzać czas? Pojebało mnie chyba... Przecież ja mam być wpatrzona w mamusię manipulantkę i siedzieć w domu. Chuj z tym, że w domu chlałam i się cięłam, ważne, że w domu, w dodatku  w stresie, czy dziadziuś z chlania nie wróci przypadkiem w złym nastroju i nie będzie trzeba w środku nocy wypierdalać... Taa... W szkole wszyscy (moja klasa i kilka starszych) kontra ja. A ci którzy nie mieli nic do mnie bali się do mnie odezwać, żeby nie mieć tego samego... Dałam radę? Dałam. Nie przestałam być sobą, nie zfrajerzyłam. Udało mi się mieć pozycję jaką chciałam, no prawie.  Towarzysko też miałam dobre możliwości, ale chuj, mam siedzieć w domu... Taaa... No i bywało gorzej; dostawałam to co chciałam, przyzwyczaiłam się, było mi z tym dobrze = traciłam.  Najczęściej z pomocą mamusi... Taa... I znowu sama musiałam sobie z tym radzić. Nie skarżyć się i wspierać osoby, których życie było dla mnie jak marzenie, no ale chuj nie będę oceniać, bo nie każdy ma taki charakter jak ja... Co z tego, że cały czas słyszę, że mam poglądy osoby sporo starszej o de mnie no i będącej typem filozofa... Co z tego, że mam duuuże możliwości w prawie każdej dziedzinie, że wywalczyłam sobie taką opinię jaką chciałam i co z tego, że mam zajebistych znajomych, z którymi nawet nie marzyłam, że będę mieć takie relację... Co z tego, że sama wyszłam z dość mocnej deprechy, bez ŻADNEJ pomocy. Co z tego, że cały czas pozostałam wierna sobie i nie żałuję niemal żadnej swojej decyzji, pomijając zaufanie i dawanie drugiej szansy ludziom którzy na to nie zasłużyli. Co z tego, że tyle ludzi jest pod względem mojej dojrzałości psychicznej, skoro nie mam tego pierdolonego dowodu. I moja mamusia psychopatka, jeśli ja pójdę z psem na spacer, odwiedzę ojca, dziadków z jego strony, czy wyjdę ze znajomymi to dzwoni na psy, albo na psychiatryk. Zniszczyła życie swoje, zniszczyła  życie mojego ojca, i moje. Dlaczego kurwa ja nie mogę normalnie żyć? Nie chodzi mi o idealną rodzinę, pieniądze, wygląd, pomoc w czymś czy coś. Tylko i wyłącznie o to, żeby móc się spotykać ze znajomymi i nie mówię tu o cało nocnym chlaniu, imprezach czy coś. Nie wiem jeśli los testuję, ile ja jeszcze mogę, to ja już mówię, że nie mogę Nie daje rady, ale kurwa ja nie chcę tego zrobić. Ja nie chcę ze sobą kończyć, ale ja już dłużej nie mogę. Po prostu... Mam dość. Szkoda mi tego co może być przede mną, szkoda mi moich planów, wolności. Zajebiście boli mnie to, że nie wiem jak to jest być kochaną, że nie jestem i nie byłam nigdy dla kogoś naprawdę ważna. Dużo osób mi mówi, ze chciałoby być jak ja... Silny charakter, gadane, inteligencja, styl, odwaga... Ale nie wiem, kto z nich by wytrzymał będąc mną? Czy te osoby, którym niemalże udało mnie się złamać wytrzymały by kilka dni będąc mną? Nie mówię, że mam najgorzej, bo wiem, że nie... Ale mówię, że nie dam rady, nie mam tu tak naprawdę żadnej trzymającej mnie rzeczy.   Mam tylko szczerą nadzieję, że jest jakaś sprawiedliwość, i że ci którzy mnie zabili, to odczują, bo na sumieniu mnie mieć będą. Szkoda mi zajebiście, że tak, a nie inaczej, ale mam nadzieję, że to co się stanie otworzy ludziom oczy i komuś jednak będzie szkoda, tego co zrobił, albo czego nie zrobił. Że jednak kiedy mnie nie będzie, bo ja już być nie mogę, to może ktoś zda sobie sprawę, jak to wszytko wyglądało na prawdę, a nie z boku... I jeśli tu nie może być dla mnie lepiej, to tam nie będzie chociaż gorzej,  pomimo, że to skończy się tak jak się skończy...    Mam  nadzieję, że ludzie którzy od lat próbowali mnie do tego doprowadzić będą mieć satysfakcję. TAK KURWA NIE MOGĘ JUŻ WYGRALIŚCIE!!!

czwartek, 28 maja 2015

SZOK!!!

   Dzisiaj byłam trochę na mieście i jak szłam przez przejście to widziałam taką jedną babkę koło 30, jestem prawie pewna, ze była anorektyczką, ale taką serio 100%. WYGLĄDAŁA STRASZNIE!!! Cała twarz pomarszczona, jak jakieś Zombie!? Duże oczy i takie dziwnie puste, była strasznie chuda i jak dzisiaj jest ciepło, to ona była w jakiejś zimowej kurtce. BYŁA MASAKRYCZNIE CHUDA!!!  Szczerze na żywo to jeszcze czegoś takiego nie widziałam... Chcę by chuda, ale nie chcę skończyć jak ona i chyba przez to dzisiaj sobie odpuściłam...
  Wyglądała jak ta, tylko inaczej ubrana i w kapturze, a no i miała duużo zmarszczek MASAKRA!!!

poniedziałek, 25 maja 2015

WTF?!

   Na początku szło idealnie, żadnych napadów NIC. Od jakichś 2 tygodni nie mogę się utrzymać... 2-3 dni się uda i później spieprzę, a cały czas sobie obiecuje, że dam radę... Czasami te ż już tak mi się tego nie chce, że odpuszczam sobie z góry na kilka dni... Albo cały dzień jest OK, a wieczorem zjebię po całości... :/ Straciłam chyba całą motywację... Nie wiem czemu. Wcześniej chyba moim głównym motywatorem był on.. Chciałam, żeby wrócił, żeby zobaczył co stracił.. Później już przegiął, bolało jak chyba jeszcze nigdy nic, ale nie długo i przestało mi na nim zależeć no to musiał wrócić jak zawsze zresztą. Niby między nami jest teraz OK, a ja mam to co chciałam to nie mogę mu tego zapomnieć, ale zależy mi na nim. I chyba przez to cały czas  bym wpierdalała, mam już dość siebie i tego wszystkiego. Czemu ja nie mogę być jedną z tych zajebistych lasek, które żrą wszystko co chcą, a wyglądają zajebiście, mają ładne buźki i wgl?
  Dzisiaj jak na razie idzie OK, wczoraj niby też, ale wieczorem zjebałam po całości, boję się wejść nawet na wagę. Chociaż nie przytyłam raczej bo i tak jest dwa udane/dwa zjebane i cały czas Senefol więc waga mi w sumie stoi... Ale brzuch nie, jest wyraźnie większy. Nie mogę się doczekać wakacji nie będę chodzić do szkoły  zbytnio wychodzić z domu, bo za gorąco więc sklepy nie będą kusić... Nie będzie trzeba wyjebywać kasy na kosmetyki więc będę miała więcej na tabletki...  I może wreszcie otworzą moją aptekę? Bo przejebane jest jeździć prawie 15km do najbliższej...
 Zrobiłam sobie cele i z dokładną datą, ale późnij trochę zmieniłam, bo ostatnie 2 tygodnie nic nie dały, ale i tak powinnam dojść do najniższej prawidłowej wagi dla mojego wzrostu do końca lipca.
                 TYLKO MUSZĘ WRESZCIE PRZESTAĆ SPIERDALAĆ!!!


sobota, 9 maja 2015

Jest dobrze

  Od 18.04 kiedy zaczęłam na nowo idzie mi w miarę dobrze, chociaż miałam parę gorszych dni pod koniec kwietnia, ale od maja poszłam po rozum do głowy i teraz nie jadę na wiecznej głodówce tylko jem, a raczej piję raz dziennie jakąś zupę. Tylko taką prawdziwą, nie jakiś tam instant. Wczoraj tylko dałam sobie luz, bo były u mnie na chacie imieniny i wiedziałam, że będzie mi ciężko nie jeść i od razu humor mi się meega popsuje, może nawet znowu będzie żyletka.. Ale dzisiaj to nadrobiłam głodówką, a jutro się jeszcze zobaczy ;)) Ogólnie jest dobrze, bo sama widzę efekty zarówno po sobie jak i na wadzę =D Sporo osób też mi mówi, że schudłam i w ogóle wyładniałam i jakoś mi samoocena poszła w górę. Na głodówkach cały czas myślałam o jedzeniu i byłam raczej zdołowana, a teraz jest OK ;D I nawet już Cola Zero mi jakoś nie jest potrzeba, ale za to piję więcej kawy... Ale też nie jakoś strasznie dużo, bo dwa kubki dziennie to chyba nie tak źle? Przeszło mi jakoś z NIM i od razu wszystko wydaję się lepsze, łatwiejsze... Ostatnio zauważyłam, że prawie wszystko zmieniam, to raczej przez Niego, ale na dobre mi to wychodzi :))  



sobota, 18 kwietnia 2015

Nareszcie!

  2 tygodnie bez diety - MASAKRA! Ale od wczoraj znowu jestem :D Wczoraj 3 grapefruity, woda i Figura1. Od dzisiaj moja kochana głodóweczka <33 Chociaż nie powinnam teraz, bo biorę antybiotyk :/ Tak się tydzień temu zabalowało, że trzeba było kolano zszywać^^ Ale warto było =D
 Wróciło mi wszystko co schudłam, przez marzec :/  No, ale nie dziwie się w ogóle; święta i urodziny - jadłam wszystko co chciałam i ile chciałam... Ehh najwięcej to chyba ciast...
   Cieszę się, że już teraz dłuugo nie będzie żadnych "trudnych dat" i mogę wrócić :D Ale, przez to kolano nie bd mogła ćwiczyć; tylko brzuszki chyba z tego co normalnie robię :'(
 I nie wiem co teraz, bo wzięłam rano kilka Senefoli, ale nie działa :/ Chociaż nie brałam go od końca marca... WTF!?


niedziela, 29 marca 2015

O udupienie totalne...

  Nie wiem co to wczoraj było, ale wieczorem jak zawsze miałam miliony myśli na temat jedzenia w święta... W końcu doszłam do wniosku, że od disiaj sobie dam spokój na jakiś czas, ale nie mogłam spać, Przez kilka godzin, chyba do 4... Siedziałam na fb i przeglądałam jakieś blogi o gotowaniu, później na yt oglądałam jak gotują... WTF?! Miałam wręcz wrażenie, że żołądek przykleił mi się do kręgosłupa...Na samą myśl o wodzie chciało mi się rzygać, w końcu uznałam, że napiję się Coli Zero, ale musiałam po nią pójść, nie mogłam utrzymać się na nogach... MASAKRA JAKAŚ!!!
  Dzisiaj porażka; żarłam chyba wszystko... Kanapki - chyba 2, ciasto, jajecznicę, obiad, kilka ciastek, owoce, zupkę chińską. Ehh dupa! Nie wiem jak ja jutro wyjdę z domu, mój brzuch, który już był w miarę wygląda masakrycznie!!! A muszę wyjść, bo zostały mi tylko 2 szlugi, a bez nich nie przeżyję kilku godzin. Pomimo, że wzięłam kilkanaście Senefoli to jest źle, mega źle!!!
  I nie wiem kompletnie co będzie jutro; znowu wpierdalanie, czy głodówka? To mnie chyba nie długo wykończy, ta nieustanna wojna ze samą sobą, jak nie jem to jest ok, ale chce mi się jeść, jak jem to wstydzę się wyjść z domu, a nawet rozebrać, żeby pójść pod prysznic. Poza tym jak nie jem to za nim nie tęsknie, bo myślę o jedzeniu i wyglądzie, a jak jem to on znowu jest w każdej mojej myśli. Muszę schudnąć dla samej siebie, ale i po to, żeby zobaczył co stracił. Nie rozumiem w ogóle tego co on ze mną zrobił, zazwyczaj leciałam na jakiś sławnych gości, z boskim wyglądem dużych i mega męskich, a on? Zwykła przewrażliwiona pizda, dla której jestem kompletnie nikim... Wszystko chce we mnie zmienić, a i tak mu na mnie nie zależy, dzisiaj jest, jutro go nie ma i tak ciągle. Nigdy nikt tyle dla mnie nie znaczył, nigdy nikomu tak nie ulegałam, nigdy nikomu nie pozwalałam tak się poniżać, a on nawet nie wygląda tak jakbym chciała, a o charakterze już w ogóle nie wspominając...
  I znowu mam ochotę pić, nw chyba jutro pójdę się zaopatrzyć, bo mam mało już, ale stoi od dawna... Tylko nw, jak to niby ma wyglądać, bo moja starsza jest teraz na chacie prawie cały czas do jakiejś środy, a szlugi już w miarę przebolała, ale z piciem ma problem. I kolejna rzecz, która już była przeszłością to żyletka... Ostatnio coraz częściej do nie wracam, i to z błahych powodów, a ostatnio pocięłam się nożem przy babci, bo ta powiedziała, że nie dokręciłam kranu?! Mam dość tego wszystkiego, szkoły, rodziny, diety, siebie, życia, uczuć... Chcę jakąś przerwę, nie wiem jak doczekam wakacji... Chcę zostać sama ze swoimi myślami na jakiś czas, tylko jak mi gdzie?


sobota, 28 marca 2015

=D

  Dieta ostatnio idzie mi bez zarzutów. Dzisiaj się ważyłam i od środy tylko 0,5 kg :/ Ale czas i tak mija to w sumie żaden problem. Sprzątałam dzisiaj w szafie i mierzyłam trochę ciuchów - prawie wszystko za duże :D Przed wakacjami kupiłam sobie czarny top cały z koronki i nigdy go na sobie nie miałam, bo był mega obcisły dzisiaj go włożyłam i WSZĘDZIE jest luz!!! :D Głodu nie czuję wcale, ale i tak "moja kochana" rodzinka robi niemalże wszystko, żeby mi przeszkodzić. Cały czas gotują moje ulubione potrawy, a dzisiaj co nie zdarza się nigdy kupili... mega kawał ciasta czekoladowego, czyli mojego ulubionego... Ale NIE! Nie uda im się. Później ciotka przywiozła świeżą, wędzoną domową kiełbasę. Zawsze ją uwielbiałam bo oni mieli mega chudą, ale też nie. Mam dość poddawania się, a później zaczynania od nowa...
  Wczoraj poszłam biegać (ćwiczę codziennie), ale strasznie mi szło, kompletnie nie miałam na to siły, a do domu wróciłam ledwie żywa... Ale i tak na głodówkach, mało ćwicząc chudnę dużo szybciej niż na byciu 1005 fit. Mam wrażenie, że moje ciało robi wszystko, żeby mnie wkurwić, no to ma to czego chciało.
  Doła mam z jednego powodu; brzuch mi spada, nogi trochę też, ale najbardziej to bym chciała ramiona, w których mam... 30(?!?!?!) cm. Ehh, masakra! Nawet w lecie chodzę z długim rękawem, bo wstydzę się tego w chuj... Codziennie robię pompki, ale nic :/ Mam nadzieję, że to tylko czas przejściowy... Ooo i dzisiaj usłyszałam, że... Mam jakąś mniejszą twarz - prawda! :D

     Nie umiem zrozumieć jednej rzecz; nigdy nie wyglądałam ja ta po lewej, a mimo to mój max. to było... 79 kg!!! Przy takim samym wzroście FUCK LOGIC!!!

czwartek, 26 marca 2015

?!

  Niby nic jem i schudłam 1 kg, a od wczoraj mam jakiś dziwnie duży brzuch i boczki?! Czuje się z tym masakrycznie, ale na pocieszenie mam to, że spodnie w nogach coraz luźniej :D No i kości te na szczęce coraz lepiej widać, a ja zawsze miałam no i mam niestety twarz w style Seleny Gomez - ohyda!!! No, a teraz szczękę i kości policzkowe widać coraz lepiej :D Tylko martwią mnie święta - ja jestem Ateistką od ka pamiętam, ale "moja rodzina" niestety nie... No i będzie masa boskiego żarcia i namawiania na nie... Ehh... największy problem będę miała z sałatką jarzynową i domowymi wędzonkami, no i ciastami... MASAKRA!!! Ale nie mogę sobie przecież odpuścić... W szkole już padam słysząc od szczuplejszych o de mnie sporo dziewczyn, że po co ja się odchudzam, i żebym się jebneła w łeb itp. Taa łatwo im mówić jak zawsze miały idealne figury...




wtorek, 24 marca 2015

=D

  Chudnę w oczach, ciuchy spadają! Yeah! :D Ale i tak mi jeszcze dużo zostało, zwłaszcza nogi i ramiona... :/ Nawet pierścionki muszę już nosić na innych palach, a jeden dzisiaj i tak zgubiłam! Kocham to!!! A jedzenie mnie jakoś nie kusi :D Jutro się ważę i nw czy nie pójdę wcześniej spać, bo chyba się nie doczekam, możliwe, że jutro zobaczę liczbę, której nie widziałam od jakichś 2 lat :D
  Cały czas jestem na głodówce; tylko woda z cytryną rano, kawa, woda, Cola Zero i Figura 1 wieczorem, no i tabletki i szlugi. I czuję się świetnie! Nie mdleję, nic mnie nie boli i mam siłę na ćwiczenia, ale zimno mi cały czas...
  Do idealnej wagi dla mojego wzrostu brakuje mi od tego co widziałam w sobotę 6 kg, a do 2 i ostatniego celu na ten rok 3... Ale myślę, że wtedy postawiłam sobie poprzeczkę zdecydownie za nisko... I jak na razie postanowiłam, że zejdę do X0, czyli od 19 kg mniej niż była moja najwyższa waga. I będę tym jebanym ideałem! Nie obchodzi mnie za jaką cenę, ale będę idealna!
  Ostatnio słucham od koleżanek, że już nie powinnam się odchudzać, że wyglądam dobrze itp. Taa konkurencji się boją i tyle...


niedziela, 22 marca 2015

Idealnie

  Z wczoraj jestem dumna! Głodówka w 100 % udana i biegałam, ale tylko 30 min, bo już dawno tego nie robiłam :/ Ale zawsze coś :D I w wyzwaniu, które robię wczoraj miałam przerwę, ale i tak zrobiłam tyle co w czwartek! Mogło by być tak codziennie... Miałam zjeść grapefruita, ale nawet mi się nie chciało, mam nadzieję, że zostanie mi tak na dłużej... Humor już trochę lepszy na szczęście, to moje wahania mnie już normalnie dobijają... I już widzę jakąś różnice, brzuch sporo mniejszy, tylko moim największym problemem są nogi... Ehh grube kości, tłuszcz i mięśnie - MASAKRA!!! Ale jakoś dam radę i kiedyś zacznę przypominać człowieka... ;)

                                                                           Ideał!!! <3

czwartek, 19 marca 2015

Załamka...

   Wczoraj wieczorem coś we mnie pękło, przez moją matkę i tak byłam od dłuższego czasu zdołowana, przez Niego. A wczoraj wszystko już się rozjebało, całkiem... Matka mnie wyprowadziła z równowagi, chociaż łatwe to nie jest, ale ona ma szczególny talent. Pewnie to chore, ale ja szerze jej nienawidzę, nie to, że teraz, bo się pokłóciłyśmy, tylko ogólnie. Nie mogę znieść takich pierdolonych, fałszywych egoistów jak ona. Była beznadziejną córką, żoną, a teraz i matką. Hahah chociaż już jest blisko 40 to i tak utrzymują ją rodzice i czasami mój kochany tatuś jeśli, akurat uzna, że łaskawie zapłaci te 250 zł. Ogólnie jak dla mnie niektórzy ludzie, nie powinni się po prostu rozmnażać. KURWA!!!  Czemu akurat ja?! Czemu ja nie mogę mieć normalnych problemów, normalne rodziny, czemu nikomu nie może na mnie zależeć? Czasami mam wrażenie, że los postanowił sprawdzić co ja jestem wstanie wytrzymać? Pewnie dużo, bo w sumie to już mało co mnie rusza i obchodzi. Najgorsze jest dla mnie to, że codziennie muszę wstawać, zakładać maskę i grać cały dzień przed wszystkimi. Mam mega ochotę już to skończyć, bo mam tylko jeden powód i to w dodatku bezsensowny, żeby zostać - zostać, tylko po to, żeby zrobić im wszystkim na złość :D
  Tylko nie umiem tego zrobić... Ale myślę też, żeby po prostu uciec, chociaż to bez sensu... Nawet jeśli mnie nie złapią, to skończy się hajs i dupa :/ Czy ja nie mogłabym teraz się położyć i nigdy się nie obudzić? Tak po prostu...

środa, 18 marca 2015

Pojebało mnie!

  W środę nawet nw czemu się złamałam i jadłam gdzieś tak od 14 :/ W czwartek już niby się opamiętałam, ale po południu było znowu to samo... Miałam zacząć moją wersję diety Norweskiej, ale nie zbyt mi to wychodziło... A w weekend to już całkiem była masakra!!! Jadłam niemal cały czas, miałam wrażenie, że zaraz pęknę, ale i tak chciało mi się jeść. Niby nie jadłam jakiś mega kalorycznych rzeczy, ale za to w jakich ilościach... W poniedziałek trochę się ogarnęłam, wczoraj było nawet, nawet... A dzisiaj idealnie GŁODÓWECZKA! <3


wtorek, 10 marca 2015

Jprdl!

  Dzisiaj 10 dzień głodówki i wszystko, niby szło OK. Na przerwie koleżanka powiedziała, żebyśmy poszły na stołówkę do reszty, w sumie jak zawsze. Jednej dzisiaj nie było i wzięłyśmy obiad za nią - Spaghetti... I nie wiem co mi odjebało, ale zjadłam to na spółkę z inną koleżanką?! MASAKRA!!!
  Na następnej lekcji jakoś nie mogłam wcale usiedzieć; przeplatały mi się wyrzuty sumienia z ochotą nawpierdalania się. I z planem pójścia do sklepu po kilka moich ulubionych rzeczy, a i w domu mam trochę takich teraz zerwałam się z lekcji. Ale sznurując buty, uznałam, że mnie całkiem pojebało tym bardziej, że jutro mam się ważyć. Po drodze zjarałam szluga, a w domu miałam wziąć z 10 Senefoli i wypić kilka wzmocnionych herbat przeczyszczających. Szłam jak w jakimś amoku i okazało się, że nikogo nie było na chacie. Jak w jakimś transie się przebrałam i oddałam wszystko kiblowi... Ehhh, aż mi łzy leciały... Różniej tak jak miałam w planach wzięłam tabletki, zrobiłam parę herbat i poszłam ćwiczyć. Natalia Gacka, Mel B, Potrafisz schudnąć... Po tym jeszcze lodowaty prysznic i dopiero, wtedy "obudziłam się"...

        CZEMU JA NIE MOGĘ BYĆ JAK WIĘKSZOŚĆ MOICH KOLEŻANEK?!
 Żreć wszystko i ile się da, cały czas i nie tyć. I żeby tylko to... Akurat ja muszę być tą co ma przejebane ze wszystkim chyba, i w domu, i w szkole, czarna owca w rodzinie, a dla tych na których mi zależy - na doczepkę, albo koło zapasowe... Nawet w mojej rodzinie niemal wszyscy szczupli i wgl. Moje ciotki, siostry cioteczne, kuzynki są idealne; wszystko im wychodzi, wygląd jak dla mnie idealny ok. 1.60m, drobna budowa, kobieca figura. Niemal każda ma kogoś. I to niemal chodzące ideały 1.90m albo i więcej, fajnie zbudowani... A ja? Ponad 1.70m, mocna budowa i w dodatku tłusta, ale cycki? BRAK!!! Nienawidzę patrzeć na "moją rodzinę". Wszystkim się układa, normalnie ideały. A ja? W sumie nigdy nikogo nie miałam, jak już to przez neta i tylko pisanie, nic więcej, a i tak "Co moi"nie dorastali nawet do pięt chłopakom moich kuzynek.
  No i teraz jest jak jest; od paru lat depresja. Szczerze to jak widzę jak inni się tną, to wręcz mnie to śmieszy, przy moich blinach to kompletnie nic. Całe ręce, nogi, trochę na brzuchu... Niektóre blizny mimo, że z przed kilku miesięcy są głębokie na kilka mm. Najgorsze jest chyba to, że nie umiem ze sobą skończyć, zawsze coś/ktoś musi mi przeszkodzić. A przecież ja nie mam najmniejszego powodu, żeby tu dalej być. No chyba, że na złość innym...

                   


poniedziałek, 9 marca 2015

9 dni

  Głodówka wychodzi mi wręcz idealnie tym razem. Mam już za sobą prawie 9 dni :D I czuje się chyba nawet lepiej niż normalnie, tylko rano trochę jak Zombie, ale to szybko mija :D A no i szlugi mi wolniej idą, ale to dobrze mnie spalę. Tylko waga mi prawie nie spada, ale to może przez, to że okres. A no i właśnie wczoraj dostałam okresu - 2 tygodnie za wcześnie, to przez tą głodówkę?
  Tak się zastanawiam ile mi się na tej głodówce uda? Bo z jednej strony chciałabym jeść, ale z drugiej jakoś nie mogę nawet o tym pomyśleć, chociaż jeszcze 10 dni temu jadłam niemal normalnie...
  Mam w klasie jedną dziewczynę, która je meeega dużo, a wygląda jak anorektyczka z anemią. Dzisiaj się jej zapytałam, czy może objąć udo palcami - zrobiła to w najgrubszym miejscu i jeszcze jej trochę luzu zostało?! :O
 To jest właśnie moje największe chyba marznie - jeść duużo, wszystkiego i być chudą, a nawet i szczupła. A ze mną masakra, odkąd pamiętam mam trochę za dużo, chociaż nie jem nic z mięsa, którego nie widziałam na surowo, smażonego, fast foodów etc. ok już kilku lat. Pije wodę niegazowaną (Krople Beskidu), nie słodzę, napoi też nie, dopiero odkąd zaczęłam z Aną zaczęłam pić Colę Zero. Po 18-19 nie jem. Kompletnie nie mogę tego zrozumieć :(



piątek, 6 marca 2015

Winner!

  Wczoraj było bez problemowo, tylko picie :D A dzisiaj były dwa napady... :/ Ale dałam radę, z pomocą Thinspo <3 Coli Zero i szlug :D Najbardziej boli mnie to, że jak tylko pójdę na dietę, to "moja kochana rodzinka" "pomaga" mi w tym kupując/gotując/piekąc moje ulubione rzeczy... I jeszcze nawet sąsiadka pomaga - cały czas przynosi ciasta, a co jak co, ale ciasta kocham. Dobija mnie to, nawet w szkole na stołówcę muszą być teraz same dobre rzeczy, ehhh...
  Ale jak na razie daje radę :D Muszę dać! Nie mogę patrzeć w lustro, mam ochotę krzyczeć, rozjebać je czymś i odciąć sobie wszystko co zbędne... :/ Masakra! Dobrze chociaż, że dzisiaj nie uległam :D Bo chyba bym sobie tego nie wybaczyła... Mam już dość zaczynania wszystkiego od początku.

  

środa, 4 marca 2015

Zimno

  4 dni już za mną :D Najbardziej cieszy mnie to, że nie jestem głodna i jest mi zimno... Tęskniłam za tym <3 I nie mogę zrozumieć jak mogłam przestać? Ale dobrze, że już się opamiętałam. Heh miałam nawet tak zjebane myśli, że wcale nie muszę być chuda, hahah nie no sama się rozpierdalam!!! I teraz myślę niemal tylko o Anie, a nie o Nim... Jeden z powodów dlaczego ją kocham <3 Ona pomaga, on niszczy i rani, Ona daję siłę i perfekcyjność, on zabija mnie powoli i zabiera siłę na normalne funkcjonowanie...






poniedziałek, 2 marca 2015

Głodówka

  No i dwa dni już za mną :D Że jestem chora to siedzę w domu i oglądam Thinspo <3 Już się chyba napaliłam na to! I teraz myślę o tym, czy dam radę i ogólnie o diecie, a nie o "moim lubym" i że lepiej by było gdyby mnie nie było...
  Głodówka niby idealnie woda i herbaty, tylko dzisiaj się na sb wkurzyłam, bo mnie na mleko na leciało i się napiłam trochę, a później się jakoś "grubo czułam" :/ Ale poza tym to już dawno się nie czułam tak zajebiście jak dzisiaj! :D



niedziela, 1 marca 2015

Dam radę??

  Ostatnio bez diety udało mi się trochę schudnąć, ale i tak czuję się beznadziejnie. Beznadziejnie, kompletnie nie mam siły w sumie na nic. Bo i po co?  :(     
  Ale mam już tego dosyć i dam radę chociażby, po to, żeby nie dać satysfakcji tym co czekają na to, aż upadnę... Najgorsze jest dla mnie to, że nie umiem zrezygnować z kogoś dla kogo jestem nikim, chociaż stara się wmówić mi coś innego... I tak od paru miesięcy; dzisiaj jest, jutro go nie ma, po dwóch miesiącach wróci na tydzień i oczywiście będę wysłuchiwać jak on mnie bardzo kocha, taa jasne...
  Staram się ogarnąć, może to jak się skupie na Anie mi pomoże, tak jak wcześniej? W sumie z niejedzeniem chyba nie będą mieć kłopotu :D Więc od dzisiaj głodówka, na czas nie określony ;) W sumie jest już ciepło, więc jak mi ta grypa przejdzie postaram się wrócić do biegania i ćwiczeń... :)






środa, 18 lutego 2015

Deprecha...

Niby nie trzymam diety, ale chudnę. Pod koniec stycznia wróciła mi deprecha... Nie mam na nic siły, poza słuchaniem muzy i na niczym mi nie zależy nawet na odchudzaniu, chociaż to mi teraz wychodzi, bo niby chce mi się jeść, ale po 1-2 kęsach już nie... Niby teraz wszystko jest ok, mam przyjaciół, on znowu sobie o mnie przypomniał (chociaż to mnie akurat dobija) w sumie nic się nie dzieję, a i tak mam wrażenie, że lepiej, by było gdyby mnie nie było i zasypiam (albo raczej próbuje...) z nadzieją, że się już nie obudzę... :/


poniedziałek, 9 lutego 2015

:D

Dzisiaj idealnie! Rano szklanka wody z cytryną, przez cały dzień tylko woda i mam jeszcze w planach jakąś herbatkę ziołową na trawienie :D  Tak to bym chciała codziennie...
 Nie mogę się doczekać już tego uczucia lekkości i pustego żołądka. Masakra jak się za tym stęskniłam, nawet za tym wiecznym zimnem <3 Nie rozumiem w ogóle co mi odbiło, że zaczęłam z powrotem jeść?! Dobrze, że się w końcu ogarnęłam.


niedziela, 8 lutego 2015

Skleroza...

  Jestem tak inteligentna, że chciałam wrócić do diety w dzień kiedy przyjechała do mnie rodzina z gór, co widujemy się raz na kilka lat, no i całkiem nie jeść się nie dało, a zaczynać lubię od głodówki. Ale chociaż tyle dobrze, że opóźnili mi start, a nie przeszkodzili w trakcie. Ale jutro NA PEWNO mi się uda, bo mam wolną chatę i pojutrze zresztą też :D Planuje dwa dni tylko na wodzie, ale zobaczy się jeszcze...

sobota, 7 lutego 2015

Powrót...

07.02
 Wracam! Jadłam już normalnie i w sumie prawie cały czas tęskniłam na Aną.. za tym uczuciem pustego żołądka, a poza tym odciągało mnie to od innych problemów... Jak sobie pomyśle ile spiepszyłam przez ten czas... :-/ No, ale nieważne...

No to na dzisiaj głodówka i na jutro chyba też, a później się zobaczy... Mam nadzieję, że dam w końcu radę ;) Jak radziła mi jedna z Was chyba odstawię Colę, chociaż nie wiem, bo po niej nie czułam głodu. Właśnie pisze chociaż kompletnie nie wiem co, nie mogę uporządkować żadnych myśli i co do Any i wszystkiego innego :-/

       Moje marzenie <3

środa, 21 stycznia 2015

:-/

21.01
Woda
Woda z cytryną
Cola Zero
Kawa
Herbaty
Instant
Frugo
0,5 szklanki grochówki
Kawałek mięsa
1 wafla ryżowa
Żelki
1,2 kruchego ciastka
4 Herbatniki
Troszkę mieszanki studenckiej
Bigos
Cukierki
Ptasie mleczko dużo
Princessa
Tabletki
Szlugi
Tik-taki

JA PIERDOLĘ!!! :'(






wtorek, 20 stycznia 2015

Prawie idealnie :D

20.01
Kcal było nie dużo i spaliłam sporo więcej :D
Plaster ananasa ok. 2 cm
Wafla ryżowa
Woda
Woda z cytryną
Herbaty
Kawa
Cola Zero
Tabletki
Szlugi

Ćwiczyć jako ćwiczyć nie ćwiczyłam, ale dużo chodziłam i to z mega ciężką torbą, bo nie mogłam przejść przejść obojętnie koło mojej ulubionej księgarni <3   I nie to, że chodziłam grzecznie po chodniku, tylko po starym poligonie. Masakra! Byłam prawie całą w błocie i mokra, bo padało, ale było zajebiście! :D

Po domu nie chodzę z telefonem, ale i tak miałam 14.1 km. 17400 kroków i 770 spalonych kalorii. :D


  Mogło, by tak być codziennie! :D

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Zjebałam, ale...

19.01
Żółty grejpfrut
Woda
Woda z cytryną
Herbaty
Szlugi
Tabletki
Wszystko ok i...
Instant, trochę bigosu, pomidorówki, mięsa, cukierek, 5 żelków i 4 kostki czekolady!!!
Nawet nie to, że byłam głodna tylko chyba po prostu z nudów!!! Wkurwiłam się na siebie, że o ja pierdole. Powiedziałam, że idę biegać. Pobiegłam w krzaki i wyrzygałam wszystko, a przynajmniej mam nadzieję, że wszystko... No masakra i to znowu akurat dzień przed ważeniem!?

No, ale przynajmniej sobie trochę pobiegałam :D

 



niedziela, 18 stycznia 2015

18.01
Mogło by być lepiej...
Tabletki
Szlugi
Grejpfrut czerwony
Mała łyżka zupy pomidorowej
Kęs gotowanego mięsa
Woda z cytryną
Woda
Cola zero
Herbaty

Biegałam, ale tylko 10 min. :-/




sobota, 17 stycznia 2015

17.01
    Po wczorajszym obżarstwie i fakcie, że zaczął mi się okres bałam się dzisiejszego ważenia, ale... było 0,5 kg MNIEJ niż w 14.01?! :D

Dzisiaj nie zawaliłam;
1 żółty grejpfrut
Woda z cytryną
Woda
Cola Zero
Herbaty ( czerwona, rumianek, figura 1 itp.)
Rosół instant Winiary
Tabletki
Szlugi
Tik-taki

I tak bym chciała codziennie, tylko jeszcze ćwiczyć tyle co kiedyś...

  110 brzuszków


Nowy początek

    Zaczęłam wszystko od nowa 2 Stycznia. Wszystko zapisuję i jak na razie wygląda to tak;

02.01
Woda, woda z cytryną, herbaty i kawa (oczywiście bez cukru, bo nie słodzę od lat).
Tabletki i szlugi.

Tylko wkurza mnie to, że w ogóle nie ćwiczę, a jeszcze nie dawno bieganie min. 7 km i 1,h ćwiczeń z Mel B i Natalią Gacką...


03.01
Tak samo jak wczoraj tylko jeszcze gumy i Tik-taki.


04.01
No i tu zjebałam głodówkę... :-/
60 g Gerberka z chilie, kęs gotowanego kurczaka wodę i wodę z cytryną piję codziennie to nie będę tego pisać, rosół instant Winiary i Coca Cola Zero, tabletki, szlugi i Tik-taki.


05.01
Zakupy! :D
30 g Gerberka jak zawsze z chilie, i mały kęs Petitka Lubisia, instant, tabletki i szlugi to tez jak zwsze i herbaty. Duzó chodziłam i pokazało mi, że spaliłam ponad 650 kcal :D


06.01
90g Gerberka, kęs Lubisia, istant


07.01
60 g Gerberka, kilka kęsów ananasa i znowu mały kęs Lubisia, instant i reszta jak zawsze.


08.01
90 g Gerberka, instant i trochę soku z Grejpfruta ( sama wyciskałam)


09.01
1 grejpfrut, sok z 2 i woda, bez żadnych herbat, czy coś.


10.01
Tak samo jak wczoraj.


11.01
Ananas tak przez cały dzień to plaster ok. 5 cm, Cola Zero, instant.


12.01
Ananas tyle com wczoraj i łyk zupy, piłam to co zawsze i jeszcze kawę.


13.01
Ananas ok, 4 cm, Cola, Instant i wieczorem nie mogłam wytrzymac i zjadłam 1/3 białego Michałka :-/


14.01
90 g Gerberka i łyżeczka zupy, picie jak zwasze.


15.01
30 g Gerberka, Cola Zero. Dzisiaj wyszło zajebicie! :D


16.01
No i tu zjebałam po całosci, a jutro ważenie jak co 3 dni (może przez to, że okres mi się dzisiaj zaczął?)
60 g Gerberka, 1,5 herbatnika, 1 ciastko wafelek, nadzienie z ciastka, 9 żelków, łyżka sosu grzybowego, kilka łyków zupy, 2-3 małe kęsy mięsa, Michałek biały, instant i Cola... :'(
  BYŁAM NA SIEBIE PO PROSTU WŚCIEKŁA!!! BO I JAK MOŻNA TYLE ZEŻREĆ!?
Robiłam brzuszki, ale tylko 100 :-/  No i wypiłam masę herbatek przeczyszczjacych...





Możę mi się w końcu uda...?

Ja i Ana

  Od kąd pamiętam miałam problem z tym, że jestem za gruba... Ale nie tak, że byłam kiedyś jakimś wielorybem, ale jednak. Najgorsze dla mnie było i jest to, że większość ludzi, których znam je co chce i ile chce, a jest idealnie szczupła... :-/ Moje diety zaczeły się jak miałam jakieś 10 lat, ale zawsze brakowało mi wytrwałości. W gimnazjum zaczeły mi sie zdarzać głodówki ok. tygodniowe, niby chudłam, ale pozniej wszystko wracało. I mam tego juz dość tym razem mi się uda. MUSI!!!