Od 18.04 kiedy zaczęłam na nowo idzie mi w miarę dobrze, chociaż miałam parę gorszych dni pod koniec kwietnia, ale od maja poszłam po rozum do głowy i teraz nie jadę na wiecznej głodówce tylko jem, a raczej piję raz dziennie jakąś zupę. Tylko taką prawdziwą, nie jakiś tam instant. Wczoraj tylko dałam sobie luz, bo były u mnie na chacie imieniny i wiedziałam, że będzie mi ciężko nie jeść i od razu humor mi się meega popsuje, może nawet znowu będzie żyletka.. Ale dzisiaj to nadrobiłam głodówką, a jutro się jeszcze zobaczy ;)) Ogólnie jest dobrze, bo sama widzę efekty zarówno po sobie jak i na wadzę =D Sporo osób też mi mówi, że schudłam i w ogóle wyładniałam i jakoś mi samoocena poszła w górę. Na głodówkach cały czas myślałam o jedzeniu i byłam raczej zdołowana, a teraz jest OK ;D I nawet już Cola Zero mi jakoś nie jest potrzeba, ale za to piję więcej kawy... Ale też nie jakoś strasznie dużo, bo dwa kubki dziennie to chyba nie tak źle? Przeszło mi jakoś z NIM i od razu wszystko wydaję się lepsze, łatwiejsze... Ostatnio zauważyłam, że prawie wszystko zmieniam, to raczej przez Niego, ale na dobre mi to wychodzi :))

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz