niedziela, 29 marca 2015

O udupienie totalne...

  Nie wiem co to wczoraj było, ale wieczorem jak zawsze miałam miliony myśli na temat jedzenia w święta... W końcu doszłam do wniosku, że od disiaj sobie dam spokój na jakiś czas, ale nie mogłam spać, Przez kilka godzin, chyba do 4... Siedziałam na fb i przeglądałam jakieś blogi o gotowaniu, później na yt oglądałam jak gotują... WTF?! Miałam wręcz wrażenie, że żołądek przykleił mi się do kręgosłupa...Na samą myśl o wodzie chciało mi się rzygać, w końcu uznałam, że napiję się Coli Zero, ale musiałam po nią pójść, nie mogłam utrzymać się na nogach... MASAKRA JAKAŚ!!!
  Dzisiaj porażka; żarłam chyba wszystko... Kanapki - chyba 2, ciasto, jajecznicę, obiad, kilka ciastek, owoce, zupkę chińską. Ehh dupa! Nie wiem jak ja jutro wyjdę z domu, mój brzuch, który już był w miarę wygląda masakrycznie!!! A muszę wyjść, bo zostały mi tylko 2 szlugi, a bez nich nie przeżyję kilku godzin. Pomimo, że wzięłam kilkanaście Senefoli to jest źle, mega źle!!!
  I nie wiem kompletnie co będzie jutro; znowu wpierdalanie, czy głodówka? To mnie chyba nie długo wykończy, ta nieustanna wojna ze samą sobą, jak nie jem to jest ok, ale chce mi się jeść, jak jem to wstydzę się wyjść z domu, a nawet rozebrać, żeby pójść pod prysznic. Poza tym jak nie jem to za nim nie tęsknie, bo myślę o jedzeniu i wyglądzie, a jak jem to on znowu jest w każdej mojej myśli. Muszę schudnąć dla samej siebie, ale i po to, żeby zobaczył co stracił. Nie rozumiem w ogóle tego co on ze mną zrobił, zazwyczaj leciałam na jakiś sławnych gości, z boskim wyglądem dużych i mega męskich, a on? Zwykła przewrażliwiona pizda, dla której jestem kompletnie nikim... Wszystko chce we mnie zmienić, a i tak mu na mnie nie zależy, dzisiaj jest, jutro go nie ma i tak ciągle. Nigdy nikt tyle dla mnie nie znaczył, nigdy nikomu tak nie ulegałam, nigdy nikomu nie pozwalałam tak się poniżać, a on nawet nie wygląda tak jakbym chciała, a o charakterze już w ogóle nie wspominając...
  I znowu mam ochotę pić, nw chyba jutro pójdę się zaopatrzyć, bo mam mało już, ale stoi od dawna... Tylko nw, jak to niby ma wyglądać, bo moja starsza jest teraz na chacie prawie cały czas do jakiejś środy, a szlugi już w miarę przebolała, ale z piciem ma problem. I kolejna rzecz, która już była przeszłością to żyletka... Ostatnio coraz częściej do nie wracam, i to z błahych powodów, a ostatnio pocięłam się nożem przy babci, bo ta powiedziała, że nie dokręciłam kranu?! Mam dość tego wszystkiego, szkoły, rodziny, diety, siebie, życia, uczuć... Chcę jakąś przerwę, nie wiem jak doczekam wakacji... Chcę zostać sama ze swoimi myślami na jakiś czas, tylko jak mi gdzie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz