Wczoraj wieczorem coś we mnie pękło, przez moją matkę i tak byłam od dłuższego czasu zdołowana, przez Niego. A wczoraj wszystko już się rozjebało, całkiem... Matka mnie wyprowadziła z równowagi, chociaż łatwe to nie jest, ale ona ma szczególny talent. Pewnie to chore, ale ja szerze jej nienawidzę, nie to, że teraz, bo się pokłóciłyśmy, tylko ogólnie. Nie mogę znieść takich pierdolonych, fałszywych egoistów jak ona. Była beznadziejną córką, żoną, a teraz i matką. Hahah chociaż już jest blisko 40 to i tak utrzymują ją rodzice i czasami mój kochany tatuś jeśli, akurat uzna, że łaskawie zapłaci te 250 zł. Ogólnie jak dla mnie niektórzy ludzie, nie powinni się po prostu rozmnażać. KURWA!!! Czemu akurat ja?! Czemu ja nie mogę mieć normalnych problemów, normalne rodziny, czemu nikomu nie może na mnie zależeć? Czasami mam wrażenie, że los postanowił sprawdzić co ja jestem wstanie wytrzymać? Pewnie dużo, bo w sumie to już mało co mnie rusza i obchodzi. Najgorsze jest dla mnie to, że codziennie muszę wstawać, zakładać maskę i grać cały dzień przed wszystkimi. Mam mega ochotę już to skończyć, bo mam tylko jeden powód i to w dodatku bezsensowny, żeby zostać - zostać, tylko po to, żeby zrobić im wszystkim na złość :D
Tylko nie umiem tego zrobić... Ale myślę też, żeby po prostu uciec, chociaż to bez sensu... Nawet jeśli mnie nie złapią, to skończy się hajs i dupa :/ Czy ja nie mogłabym teraz się położyć i nigdy się nie obudzić? Tak po prostu...
Często myślę tak samo. Chce iść, ale mimo, że mam prawie 18, to mam cele co do nauki a jeśli będę jeszcze pracować na wiele etatów by móc samej żyć to mogę nie dać rady. Co noc jest myśl "A może się nie obudzę?" .... ale może będzie lepiej?
OdpowiedzUsuńDokładnie, to mnie zabija, niby mam jakieś marzenia, plany, a i tak mam wrażenie, że nie mam po co, nie mam dla kogo, a dla samej siebie to chyba nie warto...
OdpowiedzUsuń